Wojny serwisów

5/5 - (1 vote)

W zeszłym roku można było obserwować swoiste wojny serwisów oferujących pomoc w pisaniu prac. Jak już wcześniej pisałem, na rynku było źle. Przede wszystkim dlatego, że klientów było zdecydowanie mniej. Ale pojawiło się też trochę nowych „twarzy” w branży, które zaczęły podbierać klientów starym serwisom. Nie ma w tym nic złego, konkurencja jest dobrą sprawą, ale dobrą sprawą jest konkurencja uczciwa.

Te „nowe twarze” nie płaciły podatków. Część z nich nawet nie miała zarejestrowanej działalności gospodarczej. A te, które miały – w żadnym wypadku nie płaciły VAT – na dźwięk słowa faktura VAT nagle kontakt się z nimi urywał. Usługi pisania prac są obciążone 23-procentowym podatkiem VAT i jeśli ktoś ma jakiś ryczałt, kartę podatkową, czy cokolwiek innego bez VAT, to miga się od płacenia podatków – jest zwykłym przestępcą. I to jest nieuczciwa konkurencja. Osoba, która nie płaci podatków (VAT, dochodowy, składki za ZUS) może oferować swoje usługi dwa razy taniej. Uczciwy podatnik nie ma z taką konkurencją żadnych szans.

I taka sytuacja rozgniewała niektóre „stare twarze”. Może nawet nie tyle rozgniewała, to złe określenie, ale zmusiła do walki z taką sytuacją. Nie może być tak, że ktoś napisze pracę na 90 stron za 900 zł, bo nie płaci podatków. Taką sumą można się zadowolić, gdy zostaje już ona na rękę. Zauważmy, że nawet płaca minimalna wynosi 1600 zł.

Więc jedna „ze starych twarzy”, konkretnie „stara twarz” z Częstochowy zaczęła podając się za klienta pisać do wszystkich twarzy maile z prośbą o wystawienie faktury VAT. Gdy jakaś twarz nie chciała takiej wystawić, to twarz z Częstochowy zaczynała grozić. Grozić, że jeśli nie zaprzestaną swojej niecnej działalności, to zgłosi sprawę do urzędów skarbowych, które to zastosują podatek od dochodów z nieujawnionych źródeł w wysokości 75%. Niektóre „nowe twarze” się przestraszyły i zamknęły swoje strony. Niektóre, oczywiście, nie. Stara twarz z Częstochowy przesłała więc zebrane dane (m.in. kont bankowych) różnych osób nie wystawiających  rachunków do urzędów skarbowych.

Mój znajomy rozmawiał z tą „starą twarzą” z Częstochowy. Napisała mu coś takiego: „…działamy w jednej drużynie. Dziś akcja się kończy. Za niedogodości przepraszam [podszywanie się pod potencjalnych klientów]. Poza tym jak inaczej mógłbym poznać numery kont bankowych. Przyniesie to Panu tylko korzyści, jak z rynku zniknie banda oszustów. Już 6 zniknęło.”

Nie jest dobrze w branży pisania prac

5/5 - (1 vote)

Tak, jak już pisałem, mam znajomego, który prowadzi serwis pisania prac.

Próbowały mu go zamknąć różne stowarzyszenia (składając doniesienia o popełnieniu przestępstwa), prokuratura, policja… I nic. Nikomu się udało. Miał zarzuty, był podejrzany, nie mógł na dłużej niż 7 dni opuszczać kraju itd. itp., ale wszystkie próby te były nieudane. Serwis bez przerwy działał – bez przestojów, bez przerywania pracy.

Ale dzisiaj wychodzi na to, że tego, czego nie mogła zrobić policja, prokuratura prawdopodobnie dokona kryzys. A w zasadzie dwa kryzysy – jeden ekonomiczny, drugi demograficzny. Ekonomicznego nie trzeba tłumaczyć. O demograficznym to w zasadzie trzeba by pisać w cudzysłowie. Chodzi generalnie o mniejszą ilość studentów – co jest nie tylko kwestią niżu demograficznego, ale i innych czynników powodujących, że mniej osób podejmuje studia (na przykład coraz powszechniejsze jest zdanie, że ukończenie studiów nie pomaga, albo niewiele pomaga w znalezieniu pracy) – w efekcie niektóre uczelnie zamykają kierunki, filie, niektóre będą upadać.

Cała branża pisania prac przeżywa kryzys. Mój znajomy niemal codziennie dostaje maile od osób, które chciałby z nim współpracować – niektóre z nich nie rozumieją, że to problem w skali całego kraju, a nie tylko jednego serwisu:

„Jestem zainteresowany współpracą związaną z pisaniem opracowań naukowych na zlecenie. Zajmuję się tym od około dwóch lat, jednak zaniedbania poprzednich zleceniodawców spowodowały obniżenie wyników wyszukiwania ich stron www, a tym samym znaczący spadek liczby klientów…”

Szanowna osobo próbująca kandydować na współpracownika, u mojego znajomego też nie dostaniesz pracy, bo to nie wina zaniedbań Twoich poprzednich zleceniodawców jest powodem tego, że nie masz pracy.

(Tak trochę komentując podejście tej osoby, to można wnosić, że nie jest zbyt bystra. Jeśli pisząc takiego maila ma się nadzieję, że odniesie on zamierzony skutek – czyli uzyskanie pracy – to trzeba być mocno bezmyślnym. Zajmuje się pisaniem od około dwóch lat – strasznie mało, dobrzy fachowcy zajmują się tym kilkanaście lat – nie powinna więc tego podkreślać, należałoby znaleźć swoje inne atuty. Obniżenie wyników wyszukiwania, mniej zleceń – wtedy zleceń nie dostają osoby najmniej kompetentne – czyli sam sobie kandydat wystawił laurkę. Poza tym, to niesmaczne – obmawiać swoich poprzednich chlebodawców; można przypuszczać, że w przyszłości może obmawiać aktualnych adresatów.)

Czyli co? Niech żyje wolny rynek?


Aktualizacja 2025

Tak jak już wcześniej wspominałem, mam znajomego, który od wielu lat prowadzi serwis zajmujący się pisaniem prac na zlecenie. Jest to działalność, która funkcjonuje na pograniczu prawa, etyki i akademickiej hipokryzji, a jednocześnie – przez długi czas – była zaskakująco odporna na wszelkie próby jej ograniczenia. Przez lata obserwowałem z bliska, jak ten rynek działa, jakie mechanizmy nim rządzą i jak bardzo potrafi być odporny na naciski instytucjonalne. Dlatego tym ciekawsze jest to, że dziś wyraźnie widać, iż branża ta znalazła się w poważnych tarapatach, choć przyczyny tego stanu rzeczy są zupełnie inne, niż wielu mogłoby się spodziewać.

Próby zamknięcia serwisu mojego znajomego podejmowały różne podmioty. Były stowarzyszenia walczące o „czystość akademicką”, które składały doniesienia o rzekomym popełnieniu przestępstw. Była prokuratura, była policja, były postępowania, zarzuty, status podejrzanego, ograniczenia w opuszczaniu kraju. Cały ten aparat państwowy, teoretycznie dysponujący ogromnymi środkami, przez lata próbował coś zrobić, ale realny efekt był żaden. Serwis działał nieprzerwanie, bez przestojów, bez zawieszania działalności, bez większego wpływu na liczbę zleceń. Klienci byli, pieniądze krążyły, a system funkcjonował dalej, jakby nic się nie działo.

Z perspektywy czasu można wręcz powiedzieć, że działania organów ścigania miały charakter bardziej symboliczny niż realny. Owszem, dla osoby prowadzącej taki biznes było to uciążliwe, stresujące i czasochłonne, ale nie stanowiło zagrożenia egzystencjalnego dla działalności. Prawo okazało się dziurawe, nieprecyzyjne albo po prostu nieskuteczne. Uczelnie z jednej strony potępiały proceder, z drugiej strony korzystały z niego pośrednio, bo systemowo były niezdolne do rzetelnej weryfikacji samodzielności prac. W efekcie wszystko trwało w pewnej równowadze, opartej na wzajemnym udawaniu.

I nagle okazuje się, że to, czego nie była w stanie zrobić policja ani prokuratura, może zrobić coś znacznie bardziej prozaicznego i bezosobowego, czyli kryzys. Właściwie nawet nie jeden kryzys, lecz dwa, które nałożyły się na siebie i zaczęły wzajemnie wzmacniać swoje skutki. Pierwszy z nich to kryzys ekonomiczny, który dotyka praktycznie wszystkich branż i nie wymaga szczególnego tłumaczenia. Ludzie mają mniej pieniędzy, ostrożniej je wydają, a wydatki na usługi tego typu przestają być oczywiste i automatyczne.

Drugi kryzys jest demograficzny, choć słowo to należałoby ująć w pewien cudzysłów. Nie chodzi wyłącznie o sam niż demograficzny, czyli mniejszą liczbę młodych ludzi wchodzących w wiek studencki. Chodzi również o szereg innych czynników, które sprawiają, że coraz mniej osób decyduje się w ogóle na podjęcie studiów. Coraz powszechniejsze jest przekonanie, że dyplom nie gwarantuje pracy, że studia niewiele pomagają w rozwoju zawodowym, a czas i pieniądze lepiej zainwestować w inne formy edukacji lub bezpośrednio w rynek pracy.

Efektem tego jest spadek liczby studentów, a co za tym idzie – spadek liczby potencjalnych klientów dla branży pisania prac. Niektóre uczelnie zamykają kierunki, inne likwidują filie, jeszcze inne balansują na granicy opłacalności. Mniej studentów to mniej prac licencjackich, magisterskich i podyplomowych, a więc mniej zleceń. To prosta zależność, której nie da się oszukać żadnym marketingiem ani optymalizacją stron internetowych.

Cała branża pisania prac przeżywa dziś wyraźny kryzys. Mój znajomy niemal codziennie dostaje wiadomości od osób, które chciałyby z nim współpracować. Są to zarówno pojedynczy autorzy, jak i osoby próbujące „podpiąć się” ze swoimi małymi serwisami pod większy, stabilniejszy podmiot. Wiele z tych maili zdradza jednak kompletny brak zrozumienia sytuacji rynkowej. Ich autorzy zdają się wierzyć, że problem leży w złym zarządzaniu, zaniedbaniach SEO albo błędach poprzednich zleceniodawców, a nie w fundamentalnej zmianie warunków funkcjonowania całej branży.

Przykładowy mail, który zacytowałem, jest pod tym względem wręcz modelowy. Autor deklaruje, że zajmuje się pisaniem opracowań naukowych od około dwóch lat i że spadek liczby klientów wynika z zaniedbań poprzednich zleceniodawców, które doprowadziły do obniżenia pozycji stron w wynikach wyszukiwania. Już samo to pokazuje, jak bardzo oderwane od rzeczywistości bywa myślenie takich osób. Zakładają one, że rynek jest wciąż taki sam, a jedynym problemem jest techniczna widoczność w Google.

Tymczasem prawda jest brutalnie prosta. U mojego znajomego taka osoba również nie dostanie pracy, bo nie ma pracy dla nikogo. To nie jest kwestia złego zarządzania jednym serwisem, tylko problem systemowy, obejmujący cały kraj. Gdy liczba zleceń spada, pierwsze odpadają osoby najsłabsze, najmniej doświadczone i najmniej kompetentne. Rynek w naturalny sposób się kurczy i selekcjonuje tych, którzy na nim pozostają.

Na marginesie warto skomentować sposób, w jaki autor tego maila próbuje się zaprezentować. Pisanie prac od około dwóch lat to w tej branży bardzo krótki staż. Najlepsi autorzy zajmują się tym kilkanaście lat, znają procedury, wymagania promotorów, style uczelni i potrafią przewidywać problemy, zanim się pojawią. Podkreślanie tak krótkiego doświadczenia nie jest atutem, lecz słabością. Zamiast tego należałoby wskazać inne kompetencje, specjalizacje czy umiejętności, które mogłyby mieć jakąkolwiek wartość.

Równie niefortunne jest zrzucanie winy na poprzednich zleceniodawców. Obmawianie ludzi, z którymi wcześniej się współpracowało, jest nie tylko niesmaczne, ale też krótkowzroczne. Jeśli ktoś w ten sposób opisuje swoich byłych partnerów biznesowych, łatwo sobie wyobrazić, że w przyszłości podobnie będzie wypowiadał się o obecnych. To sygnał ostrzegawczy dla każdego, kto miałby rozważać taką współpracę.

W gruncie rzeczy cała ta sytuacja prowadzi do jednego pytania: czy to po prostu naturalne działanie wolnego rynku? Branża, która przez lata funkcjonowała w specyficznej niszy, korzystając z luk systemowych i społecznego przyzwolenia, dziś zderza się z realiami ekonomicznymi i demograficznymi. Nie pomaga prawo, nie pomaga etyka, ale pomaga brak popytu. I być może właśnie w ten sposób ten rynek zostanie ostatecznie uregulowany, bez wielkich procesów, zakazów i medialnych kampanii. Po prostu przez to, że przestanie się opłacać. Czyli co? Niech żyje wolny rynek?

Pisanie pracy magisterskiej samemu

5/5 - (1 vote)

Ostatnio przeglądałem wpisy na forum traktującym o pisaniu prac i jeden z wpisów zwrócił moją uwagę – https://pisanie.prac.com.pl/viewtopic.php?f=5&t=27&p=234#p234

Interesujące w tym jest to, że praca magisterska, czy licencjacka z założenia nie powinna być pisana samodzielnie. Powinna być pisana razem z promotorem. Pomocą powinni również służyć inni pracownicy naukowi uczelni. Niesamodzielność pisania pracy dyplomowej jest wpisana w genezę powstania tego tworu, w jej cele i funkcje.

Wychodząc z tego założenia, gdy promotor nie spełnia swoich funkcji, gdy nie pomagają pracownicy naukowi uczelni i zastępują ich inni – serwisy zajmujące się zawodowo pomocą w pisaniu prac – to dochodzimy do wniosku, że świat nie jest taki czarno-biały i serwisy te są be. Nie są be. Patrząc na to z tej strony, to w pożyteczny sposób wypełniają one powstałą lukę.

Kierownicy, czy korektorzy?

5/5 - (1 vote)

Moim zdaniem, ani to, ani to. Ani tacy, ani tacy. Oczywiście, mowa o promotorach. Powinni być kierownikami projektu pod nazwą praca magisterska, czy jego korektorami? Powinni mówić, co magistrant ma robić i kierować jego poczynaniami, czy tylko poprawiać to, co napisze i mówić, gdzie zrobił błąd? Nie ma złotej reguły. Wszystko zależy od sytuacji i co najważniejsze – od magistrantów. Jak się trafi maminsynek, który kroku nie zrobi bez pytania, to trudno będzie poprawić coś, cokolwiek bez pokierowania jego krokami. Z kolei, gdy trafimy na pełnego pomysłów zapaleńca, który płodzi sto stron na tydzień, to pozwólmy mu się realizować – tylko troszkę korygując jego ruchy, ale tak, aby nawet nie zauważył, że je korygujemy, tak, aby myślał, że sam doszedł do właściwych wniosków.

Jakaś konkluzja? Tak. Promotor powinien być elastyczny i inteligentny, powinien umieć pokierować maminsynkiem i wskazać błędy A niestety, z mojego doświadczenia, jak już zresztą pisałem, mnóstwo promotorów to idioci. Z naszą nauką (szkolnictwem wyższym) nie jest najlepiej.

Nie każdy musi być magistrem

5/5 - (1 vote)

Wydaje się, że to prawda od dawien dawna znana, nie odkrywam tutaj Ameryki i w ogóle po co to piszę? Ano piszę to dlatego, że aby być magistrem, to trzeba w końcu tę pracę magisterską napisać, a nasz blog właśnie o tym jest. O pisaniu prac magisterskich.

Co zrobić, gdy ktoś jest doskonałym matematykiem, a poprawnie zdania po polsku nie umie sklecić? Jakoś udało mu się przebrnąć przez liceum, czy technikum, ale nie ma szans, żeby napisał pracę magisterską. Mamy mu powiedzieć „nie każdy musi być magistrem”? No, nie, nie możemy mu tak powiedzieć, bo jeśli nie będzie magistrem, to nie będzie i matematykiem. Nie będzie mógł na przykład nauczać matematyki w szkole, bo tam jest wymagany właśnie ten tytuł. I tam i owam – wszędzie jest wymagany – jeśli ktoś nie jest przynajmniej magistrem matematyki, to nie jest matematykiem w ogóle.

Po co ten przykład? Ano po to, że nasz system prawny ma wiele luk, jest w nim wiele błędów. Na nasze obywateli szczęście system prawny,  to nie system społeczny – a ten sam potrafi się obronić, sam naprawić. Serwisy oferujące pomoc w pisaniu prac nie działają w ramach systemu prawnego (przez ten próbują być zwalczane – znajomy, o którym już pisałem miał z tej okazji prokuratorskie zarzuty). Serwisy oferujące pomoc w pisaniu prac działają jednak w ramach systemu społecznego i dzięki temu taki genialny matematyk może uzyskać pomoc w napisaniu pracy magisterskiej i dalej rozwijać swoje umiejętności, zdolności.

Serwisy oferujące pomoc w pisaniu prac naprawiają pewien błąd systemu prawnego. Nie należy z nimi walczyć. Raczej powinno się naprawić system – a wtedy one znikną same. Przykład matematyka jest dość obrazowy (i dlatego go tu wykorzystałem), ale raczej rzadko spotykany. Ten błąd systemu prawnego ogólnie polega na tym, że ludzie współcześni coraz bardziej tracą umiejętność przelewania swoich słów, myśli na papier – techniki mulimedialne powoli wypierają tradycyjne słowo pisane – stąd i ludzie przestają potrzebować kształcić w sobie te umiejętności. Dlatego należałoby zmienić wymagania dotyczące uzyskiwania tytułu magisterskiego – dostosować do zmieniającego się świata.

Po co piszemy prace magisterskie

5/5 - (1 vote)

Ano prace magisterskie piszemy po to, aby udowodnić, że w trakcie studiów nauczyliśmy się tego, co trzeba było oraz, że nauczyliśmy się wykorzystywać tę wiedzę w praktyce. Nie jest to żaden poemat, nie jest to wiekopomne dzieło, jest to po prostu większa klasówka. Dlatego też z pobłażaniem podchodzę do studentów, którzy chcą zrobić ze swojej pracy magisterskiej arcydzieło.

Nie miałbym nic przeciwko temu, gdyby robili to szybko i sprawnie, ale tak nie jest. Głowią się nad każdym akapitem, poprawiają każde zdanie… Nie tędy droga, panowie i panie! Do pracy magisterskiej trzeba podejść zgodnie ze studencką zasadą – zakuć (w tym wypadku napisać), zdać, zapomnieć.

Inaczej może się zdarzyć, że albo pisanie pracy zajmie wam bardzo dużo czasu – więcej niż potrzeba – albo nawet nigdy tej pracy samodzielnie nie skończycie.