Lip 22

Komenda site: nie pokazuje wszystkich zindeksowanych stron

Tak, jak w tytule – po wpisaniu komendy site: w wyszukiwarce Google w wynikach nie pokazują się wszystkie zindeksowane strony danej domeny, subdomeny. Na przykład wpisując w wyszukiwarce „site:sluchanie.wordpress.com” otrzymujemy wynik 4:

Z drugiej strony wiem, że w Google ten serwis ma zindeksowanych o wiele więcej stron – można to nawet samemu sprawdzić wpisując fragment tekstu jednej z tych stron – „Pewien wędrowiec, tak opowiada bajka wschodnia, szedł sobie drogą”:

Jak widać, w wynikach wyszukiwania pokazuje się strona sluchanie.wordpress.com>2020/06/04>iii-do-walki-z…, która w pierwszym wyszukiwaniu nie była uwzględniona. Skąd się to bierze?

Gdyby to był odosobniony przypadek, to myślałbym, że problem tkwi w danym serwisie. Ale mam to samo z kilkudziesięcioma innymi stronami i to nie tylko w darmowych serwisach. Ale z kolei w setkach innych wszystko jest ok. Przyznaję bez bicia, że zwyczajnie nie wiem.

Myślałem w pewnym momencie, że strony przechodzą jakieś kwarantanny, ale w Google Search Console nic takiego nie widać.

Myślałem też, że może to być związane z unikalnością treści, ale tak samo nie widać stron o wątpliwej unikalności, jak i tych zwyczajnie napisanych bez spoglądania na inny tekst – a więc w stu procentach niepowtarzalnych.

Myślałem też w pewnym momencie, że może chodzić o indeksowanie dla stron mobilnych i komputerowych, ale tak samo sprawa wygląda, gdy przeprowadzam ten „test” na smartfonie.

Po prostu nie wiem. Jak ktoś wie, niech podzieli się wiedzą w komentarzach, a ja będę interesował się tematem dalej.

1
komentarzy

Lip 11

Nowa cenzura

Odwiedzam codziennie setki stron internetowych i jakie wczoraj moje zdziwieni było, gdy wchodząc na strony z domeny scienceontheweb.net zamiast nich wyświetlał się poniższy komunikat:

Myślę – no, może dana strona została zhakowana i stąd ten komunikat – więc dla potwierdzenia tej tezy próbuję wejść na inne strony podpięte pod tę domenę:

ruda-slaska.scienceontheweb.net

kursjezykowykrakow12.scienceontheweb.net

biznesowa-nauka.scienceontheweb.net

arturstachura.scienceontheweb.net

Niestety, komunikat jest ten sam. Cała domena zhakowana? Domena scienceontheweb.net należy do jednego z większych światowych serwisów hostingowych awardspace.com, który oferuje bezpłatny hosting: „Bezpłatne usługi hostingowe AwardSpace dają każdemu możliwość stworzenia strony internetowej, promowania sztuki, biznesu i poznania tajników sieci„.

Serwis oferuje stworzenie swoje strony na darmowych subdomenach w domenach atwebpages.com, mypressonline.com, mywebcommunity.org, myartsonline.com, getenjoyment.net, medianewsonline.com, mygamesonline.org i kilku innych. Strony na atwebpages.com, mypressonline.com, mywebcommunity.org działają ok, ale już w przypadku myartsonline.com jest to samo, co w przypadku scienceontheweb.net – dostęp do stron blokuje „tarcza”.

Pierwsze moje odczucie, to:

ja pierdzielę, myślałem, że takie rzeczy tylko w Chinach!

Prywatna firma, największy w Polsce dostawca Internetu, ze znanych sobie tylko powodów zablokował ludziom strony internetowe, a czytelnikom dostęp do nich. To się nazywa cenzura.

Zapewne któryś z milionów użytkowników na świecie zamieścił na swoje stronie jakieś malware, ale to nie powód, aby blokować strony milionom ludzi w Polsce. Przecież na łączach Orange dostęp do Internetu ma większość polskich internautów. Oni w tej chwili nie mogą zajrzeć na te strony.

Cenzura, jak nic. Takie działania powinny być karane więzieniem. To jest odebranie milionom ludzi wolności w dostępie do treści w Internecie! I najbardziej mnie wkurza, że to w imię ich dobra. Największe zbrodnie na świecie były robione w imię dobra. Ograniczenia wolności sprzedaje się ludziom, że robi się to dla ich bezpieczeństwa.

Takie było moje pierwsze odczucie. Oczywiście, zdawałem sobie sprawę, że można obejść to zabezpieczenie np. łącząc się przez proxy z innego kraj. Tak też zrobiłem, połączyłem się przez serwer holenderski.

I okazało się, że strona scienceontheweb.net faktycznie została zhakowana, pojawił się na niej komunikat, że domena jest na sprzedaż 🙂

Trochę to ostudziło moje emocje, ale nie do końca – nie o zhakowaną stronę mi w tym wpisie chodzi, nie po to opowiadam tę całą historię – ale chodzi mi o to, że to jest cenzura – zwykły użytkownik nie podejmie trudu łączenia się przez proxy, pewnie nawet może być wdzięczny, że dobra firma dba o jego bezpieczeństwo.

Ta zhakowana strona wcale nie kieruje na stronę facebook.com. Prawdopodobnie może stanowić jakieś zagrożenie, ale to nie znaczy, że mam mieć przez jakąś instytucję zablokowany do niej dostęp. Bo ja nie wiem, co będzie następne. Jak tak łatwo wyłączają dostęp do jednej strony, to równie dobrze można wyłączyć dostęp do strony poczytnego blogera, albo organizacji pozarządowej.

Wkurzony połączyłem się z czatem Orange. Najpierw „sztuczną inteligencję” musiałem przekonać, że nie jest mi w stanie pomóc i że chcę rozmawiać z człowiekiem. Bardzo się bronił, ale w końcu dał za wygraną.

Pierwsza konsultantka mogła tylko stwierdzić, że mój prywatny Internet nie ma Cyber Tarczy i nie ma co wyłączyć. Druga po kilkuminutowym sprawdzeniu stwierdziła, że była założona kwarantanna, ale, że żadnych blokad już nie ma, że zostały zdjęte i trzeba tylko chwilę poczekać. Rozumiem, odświeżanie rekordów DNS też chwilę trwa. Uspokojony zakończyłem rozmowę.

I dzisiaj – z myślą, że blokady już nie ma – wybieram adres strony, poddomeny scienceontheweb.net… I, ku…, jest nadal. Ja pierdzielę.

Na czat w tej chwili nie ma ochoty, napisałem do nich (CERT Orange Polska) maila. Czekam na odpowiedź.

I na koniec, jeszcze był rozumiał, że wyświetla się taki komunikat, jak się wyświetla, ale powinna być możliwość odwiedzenia danej strony na własne ryzyko. Tak, jak ma Google, gdy wpiszemy adres z https, a strona nie ma SSL.

Jest ostrzeżenie i wchodzisz na własne ryzyko. W przypadku „tarczy” Orange nie ma takiej możliwości. Ktoś dla Twojego bezpieczeństwa uzna, że nie powinieneś oglądać tych treści i dupa blada. Nie obejrzysz.

 

4
komentarzy

Cze 01

Dodawanie bloga WordPress.com do Google

Ostatnimi czasy zaobserwowałem, że Google ma problem z indeksowaniem nowych stron. Założyłem jeden blog na WordPress.com kilka miesięcy temu i mimo to, że jego wpisy są unikalne, to nie ma ich w Google. Pewnie pandemia i Google oszczędza – ludzi, łącza, nie wiem, cokolwiek. Taki Facebook lojalnie informuje, że oszczędza. Z informacjami od Google się nie spotkałem, ale też nie szukałem.

Nie pomogło też dodanie linków w różnych miejscach. Nie były to jakieś bardzo popularne i często odświeżane miejsca, ale było ich kilkanaście. Minęło kilka miesięcy i nic. Międzyczasie założyłem też inne blogi – już na swoich serwerach i też nic się nie działo w kwestii indeksacji.

Trudno czekać miesiącami aż Google zauważy twojego bloga. Przecież blogi są po to, aby ludzie je czytali. Skąd mają wiedzieć, że w ogóle istnieją. No, z Google. A Google te blogi ma ostatnio w dupie. Te blogi na swoich serwerach dodałem do Google Search Console, a z tym z WordPressa czekałem. Trzy bite miesiące dzisiaj minęły. No, Google, co ty ostatnio odstawiasz?

Okazuje się, że nie musiałem czekać, że też mogłem dodać ten blog do Konsoli. Wyszedłem na laika.

Najpierw odwiedzasz swoje konto w Google Search Console i tam dodajesz nową usługę – adres URL swojego swojego bloga WordPress.com:

Oczywiście, dodajesz z prawej strony – jako Prefiks adresu URL. Jak klikniesz dalej, to pojawi się poniższy ekran:

Nie wybierasz Zalecanej metody weryfikacji, ale pierwszą z Innych metod weryfikacji – Tag HTML. Kopiujesz ten tag i teraz przechodzisz do Kokpitu administracji swojego bloga na WordPress.com. Tam wybierasz Narzędzia->Dostępne narzędzia i masz tam Narzędzia weryfikacji stron:

Skopiowany wcześniej tag wklejasz w miejscu Google Webmaster Tools i klikasz Zapisz zmiany. Jeśli pójdzie coś nie tak, to możesz skopiowany tag wkleić najpierw do Notatnika:

<meta name=”google-site-verification” content=”0s6xxxx8_kk8Zz9GDxxxTMY4″ /> i stąd skopiować tylko content, który później wklejasz miejscu Google Webmaster Tools. Teraz po kliknięciu Zapisz zmiany już wszystko musi być ok.

Oczywiście, na koniec w Google Search Console klikasz jeszcze Weryfikuj.

Ale jak teraz dodać mapę strony?

1
komentarzy

Maj 04

Jaką pomoc świadczy promotor?

Tak formułując tytuł sugeruję, że mowa o usłudze. Na pewno jest to usługa w rozumieniu ekonomicznym. Promotor otrzymuje zapłatę, za którą ma do wykonania pewną pracę. Można by powiedzieć, że po zdjęciu całej grzecznościowej otoczki można powiedzieć wprost – to jest usługa. Ale nie do końca tak jest – ta zapłata dla promotora, który sumiennie wykonuje powierzone mu obowiązki nie rekompensuje mu czasu, który na to poświęca. Ta zapłata w stosunku do jego wykształcenia i umiejętności jest żenująco mała. Kasjer w supermarkecie zarobi więcej. Podkreślę jeszcze raz – mowa o promotorze, który sumiennie wykonuje powierzone mu zadanie. A są promotorzy (chociażby jak ten wspomniany w poprzednim wpisie), którzy uczelnię traktują jak fabrykę i nawet nie czytają powierzonych im prac.

Więc gdy mowa o sumiennym promotorze, to nie do końca jest to usługa, nie do końca za nią płacisz (lub sponsor, państwo płaci) – taki promotor część swojego czasu oferuje ci dużo poniżej jego wartości rynkowej. Nie traktuj więc tego jak transakcji rynkowej – płacisz-wymagasz – bo tak nie jest, płacisz tylko za część, resztę dostajesz darmo.

Po tym przydługim wstępie wróćmy do tematu. A więc, co w ramach seminarium promotor powinien robić?

  1. Powinien udzielić pomocy w wyborze i poprawnym sformułowaniu tematu pracy.
  2. Jeśli masz problemy w ułożeniu planu, przygotowaniu koncepcji pracy, to też powinien ci w tym zakresie pomóc.
  3. Na pewno pomaga w dobraniu odpowiedniej do tematu literatury. Niby za pomocą internetowej wyszukiwarki nie powinno być z tym problemów, ale Internet jest zalany literaturą wątpliwej jakości – promotor powinien pomóc odróżnić ziarno od plew. Sumienny promotor wdraża studentów do krytycznego korzystania z literatury przedmiotu.
  4. Promotor pomaga w wyborze problemu badawczego, odpowiednim sformułowaniu hipotez.
  5. Pomaga w doborze metod oraz technik badawczych.
  6. Oczywiście, udziela wskazówek metodycznych oraz merytorycznych.
  7. Promotor (co bardzo cenne) udziela wskazówek odnośnie zbierania materiału – powie nam, gdzie przy danym problemie badawczym zbierać materiał, kogo wybrać do próby badawczej i co za tym idzie z kim i gdzie przeprowadzić badania (w przypadku badań społecznych).
  8. Zatwierdza poszczególne elementy pracy – od koncepcji począwszy.
  9. Systematycznie kontroluje przebieg pracy, postępy w pisaniu pracy.
  10. Ocenia poszczególne fragmenty, rozdziały i całość pracy.
  11. Przygotowuje (bardzie może doradza, oswaja, zbija stres) do egzaminu dyplomowego.

0
komentarzy

Kwi 08

Kryteria oceny pracy dyplomowej

Przy ocenie pracy dyplomowej promotor może brać pod uwagę następujące rzeczy:

  1. to, w jakim stopniu autor pracy potrafi posługiwać się literaturą
    przedmiotu oraz korzystać z dostępnych źródeł – np. z roczników statystycznych,
  2. stopień samodzielności autora pracy oraz jasności formułowanych przez niego wniosków,
  3. sposób ujęcia tematu przez autora,
  4. wartość przeprowadzonych przez autora pracy badań oraz poprawność i poziom ich metodologicznego opracowania,
  5. umiejętność posługiwania się naukowymi metodami badawczymi,
  6. może oceniać poprawność językową – też to, czy autor prezentuje jasny, jednoznaczny sposób wyrażania myśli,
  7. właściwe stosowanie przypisów – duża część promotorów zwraca na to baczną uwagę (tak przy okazji – jeden ze znanych nam promotorów – promotor setek studentów – czytał tylko przypisy – w treści pracy można było umieścić różne głupstwa, ale jak przypisy były odpowiednie, to nigdy nie zostały wychwycone),
  8. stopień rozwiązania problemu podjętego przez autora pracy,
  9. poprawność konstrukcji pracy – jest oceniana jej kompozycja, również forma zewnętrzna,
  10. poprawność wyciągniętych z badań wniosków.

0
komentarzy

Gru 29

Streszczenie pracy magisterskiej

Umieszczanie streszczenia w pracy magisterskie standardem jest od około dziesięciu lat; wcześniej treść swojej pracy prezentowało się wyłącznie we wstępie.

Zazwyczaj streszczenie umieszczamy zaraz po stronie tytułowej; po nim jest spis treści (czasami kolejność ta jest odwrotna), wstęp i dalsza część pracy.

Założenie było takie, że streszczenie miało zachęcić czytelnika do przeczytania pracy. Jednak w zalewie treści, setek tysięcy prac dyplomowych – zaczęło spełniać trochę inną funkcję.

W samym procesie uzyskiwania tytułu – wykazaniu, udowodnieniu, że posiadło się wymagane umiejętności – cześć ta ma znikome znaczenie, ale, co ciekawe, ta część stała się ważna dla dalszego życia pracy. Jeśli to praca dobra, jeśli wnosi coś, cokolwiek do nauki, do naszej wiedzy o świecie, to poprzez odpowiednie opisanie tego czegoś w streszczeniu autor ze swoją pracą ma szanse nie zostać zapomnianym lub może bardziej – ma szanse na być odnalezionym w tym zalewie treści. Streszczenia są dostępne w bazach danych, a dodatkowo – od kilku lat w polskich pracach są obowiązkowe ich wersje w języku angielskim (Abstract).

0
komentarzy

Wrz 04

Handel klientami

Dzisiaj chciałbym rozwiać pewną iluzję, której często ulegają klienci serwisów zajmujących się pisaniem prac.

Osoba poszukująca serwisu, który zająłby się pisaniem dla niej pracy najczęściej wpisuje odpowiednią frazę (na przykład „pisanie prac”) w wyszukiwarce internetowej i przegląda wyniki. Jej oczom ukazują się profesjonalnie przygotowane serwisy internetowe, w większości budzące zaufanie, posiadające regulaminy, dane kontaktowe, zapewnienia o braku plagiatu. Taka wielość barw i haseł, że trudno się zdecydować. Jednak zdecydować się trzeba i wybór klienta trafia na jakiś konkretny serwis, który podoba mu się bardziej niż inny. Pełen wiary w swój wybór pisze maila lub dzwoni.

Zacznijmy od maila. Co dalej dzieje się z takim mailem? Otóż z takim mailem dzieje się rzecz taka, której „klient” nie spodziewałby się w najgorszych wizjach. Ten jego mail krąży sobie po Internecie. Jest sprzedawany. Nie serwisowi, o którym na stronie przeczytał tyle wspaniałych rzeczy, nie osobie, która tak pięknie i przekonująco o swoich usługach pisze, ale komuś, kto najczęściej nawet nie wie o istnieniu strony, którą właśnie klient oglądał. Bo ta strona reklamuje coś co nie istnieje. Ten serwis został przygotowany przez pozycjonera, przez firmę zajmującą się pozycjonowaniem stron internetowych. Przygotowuje ona strony internetowe (w tym wypadku z branży pisania prac) i zarabia na przesyłaniu wypełnionych przez klientów formularzy 20-30 zł (od sztuki) osobom, które faktycznie zajmują się pisaniem prac, ale z daną wybraną przez klienta stroną internetową nie mają nic wspólnego. Ten mail jest więc sprzedawany – niejednokrotnie kilkukrotnie (A go kupił za 30 zł, ale ma teraz dużo zleceń, albo tematyka mu nie odpowiada, więc sprzedaje go B za 20 zł).

Jest jeszcze telefon, na który można zadzwonić. Klient, który woli zadzwonić zamiast napisać maila, dzwoni. I co? Odbiera pani lub pan, przed którymi leży kilka lub kilkanaście telefonów z oznaczeniami serwisów – żeby się nie pogubić w tym, jaką akurat stronę internetową się reprezentuje.

Pani lub pan odpowiadają, że oczywiście, możemy przyjąć takie zlecenie, ale żeby dokonać szczegółowej wyceny, to prosimy wysłać maila z opisem zlecenia, teraz mogę tylko podać szacunkową cenę. I klient maila wysyła. Wiemy już co dalej się z nim dzieje.

Świat się zmienia. O ile jeszcze kilka lat temu serwisy pisania prac faktycznie były prowadzone przez osoby zajmujące się pisaniem prac, to teraz należą do rzadkości. Te autentyczne zostały zepchnięte na dalekie strony w wynikach wyszukiwania, a pierwsze dziesiątki należą do serwisów „prawdziwie wirtualnych”.

Tym autentycznym w takiej sytuacji pozostaje jedynie skorzystać z oferty opisywanych pozycjonerów:

„Posiadam kilka stron związanych z pisaniem prac licencjackich, magisterskich, referatów, itp. Strony generują ok. 20 formularzy dziennie. Nie jestem zadowolony z obecnej współpracy, więc szukam kogoś innego.
Oferuję dostosowanie swoich stron do Państwa potrzeb (warunki, ceny, kontakt, itp.) oraz długoterminową współpracę. Mam firmę, więc najbardziej interesowałaby mnie umowa oraz FV.
Jeśli są Państwo zainteresowani proszę napisać czy rozliczalibyśmy się za pojedynczy formularz czy procentowo od wartości zlecenia. Proszę napisać konkretne wartości, gdyż tę wiadomość wysłałem do kilku osób/firm, więc czekam na konkurencyjną ofertę.”

 

 

1
komentarzy