Funkcje przypisów

5/5 - (1 vote)

Podstawową funkcją przypisów jest podanie źródła, z którego cytujemy jakiś fragment, przytaczamy jakąś myśl. Przypisy mogą mieć, oczywiście, również inne zastosowania. Możemy na przykład skierować czytelnika do jakiejś publikacji. Publikacji, w której (czy w których – bo możemy w jednym przypisie umieścić kilka tytułów) poruszany przez nas temat, wątek jest opisany na przykład bardziej szczegółowo, gdzie znajdziemy więcej informacji na interesujący nas temat. W taki przypadku przypis zazwyczaj zaczynamy od wyrażenia „porównaj”( w skrócie piszemy „por.”). Przypisy możemy również wykorzystać do podania od razu tych dodatkowych informacji, bez oglądania się na inne publikacje. Zazwyczaj te dodatkowe informacje nie są na tyle istotne, aby umieszczać je we właściwym tekście pracy, ale mogą być na tyle interesujące dla czytelnika, mogą wzbogacić jego wiedzę w danym zakresie, żeby podać je właśnie w przypisie. W przypisach możemy również polemizować z tym, co napisaliśmy.

Zdarza się, że w pracy przyjmujemy jakieś założenia, opieramy się na jakiejś teorii, ale mamy świadomość, że te założenia mogą nie być prawdziwe, że teoria to jednak tylko teoria – w przypisach możemy właśnie dać wyraz temu, że mamy tego świadomość i możemy sobie na przykład pogdybać, co by było gdyby, co by było gdyby te założenia były fałszywe. Możemy również polemizować z innymi autorami. Przytaczamy na przykład guru w danej dziedzinie i trochę głupio byłoby zaraz pod jego cytatem pisać, że może sobie swoją teorię wsadzić w d. – ale w przypisie czemu nie. Przypisy mogą również służyć do spraw strasznie banalnych, na przykład do rozwijania użytych skrótów, objaśniania nieznanych pojęć. Jakbym miał zrobić listę możliwych zastosowań, to musiałaby być ona dość długa. Poza tym otwarta. Nie jest tak, że przypisy można wykorzystać tylko w określonych rzeczach i innych nie. Jeśli uważasz, że coś lepiej będzie umieścić w przypisie, a nie w głównym tekście, to tak zrób. Na pewno będzie dobrze.


Aktualizacja 2025

Podstawową i najbardziej oczywistą funkcją przypisów jest podanie źródła, z którego pochodzi cytowany fragment lub przytaczana myśl. Jeżeli w pracy magisterskiej korzystamy z cudzych sformułowań, definicji, koncepcji czy wyników badań, musimy jasno wskazać, skąd one pochodzą. Jest to element elementarnej uczciwości akademickiej, ale również wymóg formalny, bez którego praca nie ma prawa zostać uznana za samodzielną. Przypis w tym sensie pełni funkcję informacyjną i zabezpieczającą autora przed zarzutem plagiatu.

W praktyce jednak przypisy nie ograniczają się wyłącznie do wskazywania źródeł cytatów. Ich funkcji jest znacznie więcej i warto mieć tego świadomość, ponieważ umiejętne korzystanie z przypisów może wyraźnie poprawić jakość pracy. Przypis daje autorowi pewną swobodę, której nie daje główny tekst. Można w nim dopowiedzieć coś na marginesie, rozwinąć myśl, a nawet pozwolić sobie na drobną dygresję, nie burząc przy tym toku wywodu.

Jednym z częstych zastosowań przypisów jest odsyłanie czytelnika do innych publikacji. Zdarza się bowiem, że poruszany w pracy wątek jest bardzo szeroki albo został już dokładnie opisany w literaturze. W takim przypadku nie ma sensu powtarzać całych fragmentów cudzych analiz. Wystarczy zasygnalizować problem w tekście głównym, a w przypisie wskazać publikacje, w których temat został omówiony bardziej szczegółowo. W takich sytuacjach przypis często zaczyna się od słowa „porównaj”, zapisywanego skrótowo jako „por.”.

Tego typu przypis pełni rolę drogowskazu dla czytelnika. Autor pokazuje, że zna literaturę przedmiotu i wie, gdzie szukać pogłębionych informacji, ale jednocześnie nie przeciąża głównego tekstu nadmiarem szczegółów. Co istotne, w jednym przypisie można wskazać kilka publikacji jednocześnie, co pozwala w prosty sposób zaznaczyć istnienie całego nurtu badań, a nie tylko jednego, wybranego stanowiska.

Innym zastosowaniem przypisów jest umieszczanie w nich dodatkowych informacji, bez odsyłania do innych źródeł. Czasem autor chce coś dopowiedzieć, wyjaśnić lub uzupełnić, ale zdaje sobie sprawę, że informacja ta nie jest na tyle istotna, aby znajdowała się w głównym tekście pracy. Może jednak być na tyle ciekawa lub użyteczna, że szkoda ją całkowicie pominąć. W takiej sytuacji przypis sprawdza się idealnie.

Tego rodzaju przypisy często zawierają ciekawostki, drobne uzupełnienia lub dodatkowe wyjaśnienia. Czytelnik, który chce skupić się wyłącznie na głównym wątku pracy, może je pominąć, natomiast ten bardziej dociekliwy ma możliwość poszerzenia swojej wiedzy. Dzięki temu główny tekst pozostaje klarowny i uporządkowany, a jednocześnie nie traci się wartościowych informacji.

Przypisy mogą być również miejscem na zaznaczenie wątpliwości autora wobec przyjmowanych założeń. W pracy naukowej często opieramy się na określonych teoriach, modelach lub koncepcjach, mając jednocześnie świadomość ich ograniczeń. Nie zawsze wypada wprost podważać je w tekście głównym, zwłaszcza jeśli stanowią one fundament dalszych rozważań. Przypis pozwala w takiej sytuacji pokazać, że autor zdaje sobie sprawę z problemu i nie traktuje przyjętych założeń jako absolutnych prawd.

W przypisie można więc zaznaczyć, że dana teoria budzi kontrowersje, że istnieją wobec niej zastrzeżenia albo że w określonych warunkach może się nie sprawdzać. Można też pozwolić sobie na krótkie „gdybanie”, czyli zastanowienie się, co by było, gdyby przyjęte założenia okazały się fałszywe. Tego typu refleksje pokazują dojrzałość autora i jego krytyczne podejście do omawianych zagadnień.

Szczególnym przypadkiem wykorzystania przypisów jest polemika z innymi autorami. W głównym tekście pracy zazwyczaj przytaczamy poglądy uznanych badaczy z odpowiednim szacunkiem, nawet jeśli się z nimi nie zgadzamy. Otwarta krytyka bywa ryzykowna, zwłaszcza gdy dotyczy osób uznawanych za autorytety w danej dziedzinie. Przypis daje w takich sytuacjach pewien margines swobody.

Oczywiście nie chodzi o to, aby w przypisach pisać rzeczy wulgarne czy obraźliwe. Jednak można w nich pozwolić sobie na bardziej bezpośrednie sformułowanie wątpliwości lub krytyki. Jeżeli w tekście głównym przytaczamy stanowisko „guru” danej dyscypliny, to w przypisie możemy zaznaczyć, że jego teoria ma słabe punkty, jest przestarzała albo nie przystaje do współczesnych realiów. Taki zabieg pozwala zachować poprawność formalną, a jednocześnie nie rezygnować z własnego zdania.

Przypisy pełnią także funkcje bardzo przyziemne i techniczne. Można w nich rozwijać użyte skróty, objaśniać pojęcia specjalistyczne lub wyjaśniać terminy obcojęzyczne. Jest to szczególnie przydatne wtedy, gdy dana praca może być czytana przez osoby spoza wąskiej specjalizacji autora. Zamiast przerywać tok wywodu definicjami, można umieścić je w przypisie i pozwolić czytelnikowi samodzielnie zdecydować, czy chce się z nimi zapoznać.

Warto podkreślić, że lista możliwych zastosowań przypisów jest bardzo długa i w gruncie rzeczy nie da się jej zamknąć. Przypisy nie są narzędziem o sztywno określonych funkcjach. Ich wykorzystanie zależy od potrzeb autora, charakteru pracy oraz własnego wyczucia proporcji. Nie ma jednej, uniwersalnej reguły mówiącej, co wolno umieszczać w przypisie, a czego nie.

Oczywiście przypisy nie powinny być nadużywane. Praca, w której co drugie zdanie kończy się rozbudowanym przypisem, staje się męcząca w odbiorze. Z drugiej strony całkowity brak przypisów również wygląda podejrzanie i sugeruje ubóstwo źródeł lub brak orientacji w literaturze. Kluczowe jest znalezienie rozsądnego środka.

W praktyce można przyjąć prostą zasadę: jeżeli dana informacja jest istotna dla zrozumienia wywodu, powinna znaleźć się w głównym tekście. Jeżeli natomiast stanowi jedynie uzupełnienie, komentarz lub dygresję, lepszym miejscem będzie przypis. Jeżeli autor ma wątpliwości, gdzie coś umieścić, przypis jest zazwyczaj bezpiecznym rozwiązaniem.

Przypisy pełnią więc w pracy magisterskiej wiele funkcji, znacznie wykraczających poza samo podawanie źródeł. Mogą informować, uzupełniać, komentować, polemizować i wyjaśniać. Dają autorowi możliwość zachowania przejrzystości głównego tekstu, a jednocześnie pozwalają na przekazanie dodatkowych treści. Jeżeli autor uzna, że coś lepiej będzie umieścić w przypisie niż w tekście głównym, najczęściej będzie to decyzja trafna. Przypisy są narzędziem elastycznym i warto z nich korzystać świadomie, a nie traktować je wyłącznie jako uciążliwy obowiązek formalny.

Przypisy harwardzkie

5/5 - (1 vote)

Przestarzały sposób umieszczania przypisów w tekście, który o dziwo staje się coraz popularniejszy w polskich uczelniach. Piszę te słowa 16 stycznia 2012 roku i mam nadzieję, że to chwilowa popularność i że wydźwięk moich następnych słów już za chwilę, już za momencik nie będzie aktualny. Przypisy harwardzkie powinny odchodzić do lamusa, gdyż jest to stara, przedkomputerowa metoda – gdy prace, artykuły pisało się maszyną do pisania, a całą bibliografię miało się na kartce obok – wtedy to miało sens, łatwiej było zrobić taki przypis niż przypis dolny. Dzisiaj jednak dużo więcej czasu zajmuje robienie przypisów w tekście, a szczególnie sporządzanie do nich bibliografii w trakcie pisania. Niestety, niektóre uczelnie wymuszają na studentach zajmowanie się tą „administracją” pracy, a nie samym pisaniem.

To, że zamiast wykorzystywać możliwości współczesnych komputerów cofamy się w rozwoju świadczy również o jakości naszego szkolnictwa. Niektórzy „akademicy” idioci wręcz twierdzą, że przypisy harvardzkie są lepsze niż przypisy dolne. Bzdura. Tak, jak już wcześniej pisałem – dobra praca powinna być przyjazna dla czytelnika – a jeśli chodzi o przyjazność dla czytelników nie ma nic lepszego niż przypisy dolne. Gdy jest odwołanie, to wystarczy zwrócić wzrok na dół strony i wszystko jasne. Nie trzeba szukać odpowiedniej strony, przewracać kartek, wybijać się z rytmu czytania. Tylko zidiociałe umysły potrafią zmienić dobrodziejstwo przypisów dolnych na archaiczne przypisy harvardzkie. Tak właśnie wygląda polskie szkolnictwo wyższe – pełno tam zidiociałych umysłów przeciwstawiający się postępowi, hołdujących temu, co przestarzałe.

Aktualizacja 2026

Trzeba jednak oddzielić dwie rzeczy: osobiste preferencje dotyczące wygody czytania od tego, czy sam system harwardzki jest poprawnym sposobem dokumentowania źródeł. Jest poprawnym. Co więcej, jest szeroko stosowany w publikacjach naukowych i posiada pewne zalety, których nie mają klasyczne przypisy dolne. Można go nie lubić, można uważać, że gorzej się go czyta, ale trudno sprowadzać całą sprawę wyłącznie do sporu między rozwiązaniem „nowoczesnym” i „archaicznym”.

W systemie harwardzkim podstawowa zasada jest bardzo prosta. Zamiast numeru przypisu prowadzącego na dół strony wstawiamy bezpośrednio w tekście nazwisko autora i rok publikacji, a w przypadku cytatu lub dokładnego odwołania również numer strony. Może więc pojawić się zapis w rodzaju: (Kowalski 2020, s. 45). Pełne dane publikacji znajdują się dopiero w bibliografii.

I właśnie tutaj leży zarówno największa wada, jak i największa zaleta tego rozwiązania.

Wada jest oczywista: tekst zostaje poprzeplatany nawiasami. Jeśli w jednym akapicie pojawia się kilka źródeł, może wyglądać to mniej więcej tak: jedna teza (Kowalski 2020, s. 45), druga (Nowak 2019, s. 31), trzecia (Wiśniewski 2021, s. 112). Czyta się to inaczej niż tekst z niewielkimi numerami przypisów umieszczonymi przy zdaniach. Zwłaszcza osobie przyzwyczajonej do klasycznych przypisów może przeszkadzać ciągłe przerywanie zdania informacją bibliograficzną.

Zaletą jest natomiast natychmiastowa informacja o autorze i dacie publikacji. Czytelnik od razu widzi, na czyich badaniach opiera się dane stwierdzenie i czy korzystamy z publikacji wydanej trzy lata temu, czy czterdzieści lat temu. W części dyscyplin ma to duże znaczenie.

Jeśli czytamy pracę z ekonomii, psychologii, zarządzania czy socjologii i orientujemy się w literaturze przedmiotu, samo nazwisko autora może nam już bardzo dużo powiedzieć. Nie trzeba wtedy spoglądać na dół strony, aby sprawdzić, kogo student właśnie przywołuje.

Dlatego spór o to, który system jest „lepszy”, nie jest tak prosty, jak może się na początku wydawać.

System harwardzki sprawdza się szczególnie dobrze w pracach, w których dominują odwołania do literatury naukowej. Nieco mniej wygodny może być natomiast tam, gdzie przypisy pełnią również funkcję objaśniającą. W przypisie dolnym możemy przecież umieścić dodatkowy komentarz, wyjaśnić poboczną kwestię, wskazać inne stanowisko albo odesłać czytelnika do dodatkowych materiałów bez rozbijania głównego toku tekstu.

Przypis dolny jest więc często czymś więcej niż informacją „autor, tytuł, strona”.

I właśnie z tego powodu w pracach historycznych, prawniczych czy humanistycznych tradycyjne przypisy potrafią być wyjątkowo użyteczne. Można dzięki nim prowadzić drugi, poboczny poziom narracji. Czytelnik zainteresowany szczegółem zagląda do przypisu, a pozostali spokojnie czytają dalej.

W systemie autor–data takich możliwości jest mniej. Oczywiście nadal można stosować przypisy objaśniające, ale podstawowe odwołania bibliograficzne są umieszczone w tekście.

Z punktu widzenia studenta najważniejszy jest jednak zupełnie inny problem: nie warto prowadzić wojny z systemem wymaganym przez uczelnię.

Jeżeli w instrukcji pisania pracy zapisano, że należy stosować system harwardzki, to stosujemy system harwardzki.

Możemy uważać, że przypisy dolne byłyby piękniejsze, bardziej przejrzyste i bardziej eleganckie. Możemy napisać na ten temat manifest. Nie zmienia to faktu, że w konkretnej pracy dyplomowej obowiązują określone wymagania.

Najgorszym możliwym rozwiązaniem jest zastosowanie własnej mieszanki.

Trochę przypisów dolnych.

Trochę nawiasów.

W jednym rozdziale nazwisko i rok.

W drugim pełny opis bibliograficzny.

W trzecim jeszcze jakiś system wymyślony samodzielnie.

Tego należy unikać bez względu na osobiste preferencje.

System harwardzki jest łatwy dopiero wtedy, gdy od początku stosujemy go konsekwentnie.

Jeżeli zaczynamy pisać pracę i przy każdym wykorzystanym źródle od razu zapisujemy autora, rok oraz odpowiednią stronę, nie ma większego problemu. Kłopot zaczyna się wtedy, gdy ktoś przez trzydzieści stron zapisuje tylko „Kowalski”, później odkrywa, że w bibliografii ma trzy publikacje Kowalskiego i nie pamięta już, z której korzystał.

Dlatego w systemie harwardzkim porządek w bibliografii jest szczególnie ważny.

W klasycznych przypisach dolnych część informacji bibliograficznych znajduje się już przy samym tekście. W systemie autor–data odwołanie jest skrótowe, więc pełne dane muszą być bezbłędnie połączone z odpowiednią pozycją końcowej bibliografii.

To prowadzi do bardzo ważnej kontroli, którą trzeba przeprowadzić przed oddaniem pracy.

Każde odwołanie znajdujące się w tekście powinno odpowiadać pozycji występującej w bibliografii.

I odwrotnie: pozycje umieszczone w bibliografii powinny zasadniczo rzeczywiście być wykorzystane w pracy, jeśli przyjęte na uczelni zasady zakładają bibliografię cytowanych źródeł.

Brzmi prosto.

W praktyce łatwo o pomyłkę.

Student usuwa cały akapit wraz z odwołaniem do Nowaka, ale Nowak pozostaje w bibliografii. Albo dopisuje na ostatnim etapie publikację Wiśniewskiego, wstawia odwołanie do tekstu i zapomina uzupełnić bibliografię.

Przy pięciu źródłach można to sprawdzić wzrokiem.

Przy siedemdziesięciu zaczyna się problem.

Dlatego właśnie współczesne programy do zarządzania bibliografią potrafią w systemie harwardzkim bardzo ułatwić życie. Można przechowywać w nich dane publikacji i automatycznie wstawiać odwołania, a bibliografia tworzy się na ich podstawie. Wówczas argument, że wszystko trzeba mozolnie wpisywać ręcznie, przestaje być tak mocny.

Ale automat nie zwalnia z myślenia.

Program może poprawnie wygenerować zapis tylko wtedy, gdy poprawnie wprowadzimy dane. Jeśli pomylimy autora, rok, tytuł albo typ publikacji, komputer bardzo sprawnie wygeneruje błędny przypis.

To ogólna zasada pracy z narzędziami komputerowymi: program nie wie, że wpisaliśmy głupotę. Potrafi ją natomiast bardzo elegancko sformatować.

Warto więc rozumieć podstawowe reguły nawet wtedy, gdy większość pracy wykonuje menedżer bibliografii.

Najprostszy przypadek to publikacja jednego autora:

(Kowalski 2020, s. 15).

Jeśli odwołujemy się ogólnie do publikacji, bez wskazywania konkretnego fragmentu, zasady konkretnego wariantu systemu mogą pozwalać na zapis bez numeru strony:

(Kowalski 2020).

Jeśli nazwisko autora pojawia się już w zdaniu, nie ma sensu powtarzać go w nawiasie:

Jak wskazuje Kowalski (2020, s. 15), …

To zwykle wygląda znacznie lepiej i ogranicza liczbę nawiasów w tekście.

Przy dwóch autorach podaje się oba nazwiska zgodnie ze standardem wymaganym przez uczelnię. Przy większej liczbie autorów często stosuje się skrócenie typu „i in.” albo odpowiednik przyjęty w konkretnym stylu bibliograficznym. I właśnie tutaj trzeba uważać: „system harwardzki” nie oznacza zawsze jednego identycznego zestawu znaków i zasad.

Istnieją różne jego odmiany.

Jedna uczelnia może wymagać przecinka między nazwiskiem i rokiem, druga nie. Jedna może stosować skrót „s.” przed numerem strony, inna oczekiwać samego numeru. Jeszcze inaczej mogą wyglądać zasady dotyczące kilku autorów.

Nie należy więc brać pierwszego wzoru znalezionego w Internecie i zakładać, że właśnie tak musi wyglądać przypis harwardzki wszędzie.

Należy sprawdzić instrukcję własnej uczelni.

Ta zasada jest chyba ważniejsza niż wszystkie pozostałe szczegóły razem wzięte.

Problem pojawia się również wtedy, gdy mamy dwie publikacje tego samego autora wydane w tym samym roku.

Samo „Kowalski 2020” nie pozwala wtedy stwierdzić, o którą chodzi.

Stosuje się więc dodatkowe oznaczenia literowe:

Kowalski 2020a,

Kowalski 2020b.

Te same litery muszą oczywiście pojawić się w bibliografii.

Nie można w tekście mieć 2020a, a w bibliografii obu publikacji opisanych zwyczajnie jako 2020. System straciłby wówczas sens.

Jeszcze inna sytuacja występuje przy autorach o tym samym nazwisku. W zależności od przyjętych zasad może być konieczne użycie inicjału imienia, aby uniknąć niejednoznaczności. To są właśnie drobiazgi, które na początku wydają się irytującą „administracją”, ale mają bardzo konkretną funkcję: czytelnik musi jednoznacznie wiedzieć, do którego źródła został odesłany.

Więcej problemów sprawiają materiały internetowe.

Student znajduje stronę instytucji, raport albo artykuł bez wyraźnie wskazanego autora i nagle jego prosty schemat „nazwisko–rok” przestaje działać.

Nie należy wówczas wymyślać autora.

Jeśli autorem materiału jest instytucja, można – zgodnie z przyjętym stylem – potraktować ją jako autora instytucjonalnego. Jeśli dokument nie ma daty, stosuje się sposób przewidziany w danym standardzie dla publikacji niedatowanych.

Znów: nie zgadujemy.

Sprawdzamy wytyczne.

Podobnie z aktami prawnymi, raportami, normami, dokumentami urzędowymi i materiałami statystycznymi. W niektórych pracach właśnie takie źródła stanowią znaczną część materiału i klasyczny model „Kowalski 2019” zaczyna być niewystarczający.

Dlatego student piszący pracę z prawa czy administracji powinien szczególnie dokładnie sprawdzić, jak jego uczelnia każe dokumentować tego typu materiały w systemie autor–data.

Warto także pamiętać o stronach.

Jeżeli przytaczamy dokładny cytat, wskazanie miejsca, z którego pochodzi, jest szczególnie istotne. Czytelnik powinien móc bez problemu odnaleźć fragment w oryginalnej publikacji.

Przy parafrazie zasady podawania stron bywają różne w zależności od przyjętego standardu, ale z praktycznego punktu widzenia wskazanie konkretnej strony często jest bardzo dobrym zwyczajem. Pokazuje precyzyjnie, skąd pochodzi wykorzystana myśl, i ułatwia jej sprawdzenie.

Zwłaszcza w pracy dyplomowej nie ma sensu utrudniać życia promotorowi.

Jeżeli odwołujemy się do książki liczącej pięćset stron i podajemy tylko nazwisko oraz rok, osoba sprawdzająca naszą interpretację musi szukać odpowiedniego fragmentu w całym tomie.

Podanie strony rozwiązuje problem.

Nie należy również traktować odwołania harwardzkiego jako magicznego zaklęcia, które można postawić na końcu bardzo długiego akapitu i w ten sposób załatwić sprawę pochodzenia wszystkich informacji.

Jeśli akapit zawiera poglądy trzech autorów, powinno być jasne, która część odnosi się do którego źródła.

To samo dotyczy przypisów dolnych, ale system harwardzki szczególnie dobrze pokazuje problem, bo nazwiska są widoczne bezpośrednio w tekście.

Czasem student pisze pół strony, następnie na końcu stawia:

(Kowalski 2018; Nowak 2020; Wiśniewski 2021).

I właściwie nie wiadomo, który autor powiedział co.

Możliwe, że wszyscy twierdzą to samo.

Możliwe, że każdy napisał coś innego.

Praca powinna to wyjaśniać.

Odwołania bibliograficzne nie zastępują poprawnej konstrukcji wywodu.

Bardzo przydatne są wtedy zdania typu:

Kowalski (2018) zwraca uwagę przede wszystkim na…

Odmienne stanowisko przedstawia Nowak (2020), który…

Podobne wyniki uzyskał natomiast Wiśniewski (2021).

Taki fragment nie tylko poprawnie dokumentuje źródła, ale również pokazuje, że student rzeczywiście pracuje z literaturą, porównuje ją i rozumie.

I tu pojawia się jedna z rzeczywistych zalet systemu harwardzkiego: bardzo dobrze nadaje się do pisania przeglądu literatury.

Nazwiska i daty są częścią narracji. Widać rozwój badań. Można łatwo pokazać, że pierwszy autor zaproponował określoną koncepcję w 1998 roku, później została ona rozwinięta w 2005, a nowsze badania z 2022 roku podważyły część wcześniejszych wniosków.

W takim rodzaju tekstu autor–data ma całkiem sporo sensu.

Czy jest przyjaźniejszy dla każdego czytelnika?

Niekoniecznie.

Czy jest bezwartościowym reliktem?

Też nie.

W gruncie rzeczy oba systemy rozwiązują ten sam problem w inny sposób.

Przypisy dolne oddzielają informacje o źródłach od głównego tekstu.

System harwardzki wprowadza najważniejszą informację o źródle bezpośrednio do tekstu, natomiast pełny opis przenosi do bibliografii.

Które rozwiązanie preferujemy, zależy w dużej mierze od przyzwyczajeń, rodzaju pracy i charakteru dyscypliny.

Student nie musi jednak rozstrzygać tego wielkiego sporu metodologicznego.

Ma znacznie prostsze zadanie.

Dowiedzieć się, czego wymaga uczelnia.

Przeczytać instrukcję.

Wybrać właściwy wzór.

I stosować go konsekwentnie od pierwszej do ostatniej strony.

Bo najgorszy nie jest ani system harwardzki, ani przypisy dolne.

Najgorszy jest trzeci system: „za każdym razem zapiszę źródło trochę inaczej”.

A ten, niestety, studenci wymyślają wyjątkowo często.