Teraz elementy, dzięki którym nasza praca ma coś nowego wnieść, oczywiście, tylko teoretycznie, do współczesnej nauki. Coś, dzięki czemu dołożymy własną cegiełkę do studiowanej przez siebie dyscypliny. Pewna forma pożytecznej obłudy, że odkryjemy coś nowego, albo w nowy sposób spojrzymy na stary problem. Oczywiście, nie odkryjemy, a nawet jak odkryjemy, to się nikt tym nie zainteresuje – chyba, że nasz promotor przywłaszczy sobie nasze okrycie, jak to już w Polsce bywało. Obłuda kompletna, ale pożyteczna dlatego, że nadaje sens działaniom studenta.
Ale wróćmy do tematu. Co to jest problem badawczy?
Problem badawczy, od którego zaczynają się prawdziwe badania, jest tym samym, co poważny problem, zadanie do rozwiązania, pytanie do rozwiązania. Problem badawczy sformułowany jest w formie pytania odnoszącego się do istoty pracy, do istoty badań.
Problem badawczy ma formę pytania. Pytania te zazwyczaj przybierają dwie ogólne formy:
- pytań rozstrzygnięcia, które będą rozpoczynać się od partykuły „czy…” i
- pytań dopełnienia, rozpoczynających się od pytajników: „jaki…”, „kiedy…”, „w jakich warunkach… , „w jakim stopniu…” itp.
Najpierw powinno odpowiadać się na pytania rozstrzygnięcia, w później – na pytania dopełnienia, począwszy od pytań rodzaju: „jak…”, „dlaczego”, a później „kto…”, „co…”, „kiedy…” i „gdzie…”.
Należy pamiętać, że pytania problemowe – przynajmniej ogólne – nie są pytaniami, na które można odpowiedzieć bezpośrednio w jednym zdaniu. Oczywiście nie mogą to być pytania retoryczne. W praktyce to, o czym student chce napisać pracę dyplomową, zależy od tego, czy potrafi odpowiedzieć jednym zdaniem na pytanie o problem badawczy, który zamierza rozwiązać.
Aktualizacja 2026
Skoro już wiemy, że problem badawczy musi mieć formę pytania i że nie jest to pytanie ani retoryczne, ani takie, na które odpowiada się jednym zdaniem, warto pójść krok dalej i zapytać: po co w ogóle ta cała konstrukcja? Po co problem badawczy, skoro i tak najczęściej wiadomo z góry, do jakich wniosków dojdziemy? Otóż po to, by zachować pozory metodologicznego porządku. Nauka – nawet ta uprawiana w ramach pracy licencjackiej czy magisterskiej – nie znosi chaosu, a przynajmniej nie znosi go oficjalnie. Problem badawczy jest więc swego rodzaju kotwicą, która trzyma całą pracę w ryzach, nawet jeśli autor co jakiś czas odpływa w dygresje, streszczenia cudzych poglądów i mniej lub bardziej przypadkowe cytaty.
Dobrze sformułowany problem badawczy pełni jeszcze jedną funkcję: ogranicza. Student zwykle chciałby napisać „o wszystkim”, najlepiej od starożytności do czasów współczesnych, ze szczególnym uwzględnieniem wszystkiego, co go akurat zainteresowało w trakcie pisania. Problem badawczy brutalnie to uniemożliwia. Zmusza do selekcji, do pomijania tematów pobocznych, do rezygnacji z wątków, które – choć ciekawe – nie służą odpowiedzi na postawione pytanie. W tym sensie jest on nie tyle intelektualnym wyzwaniem, co narzędziem dyscyplinującym.
Z problemu badawczego w sposób niemal automatyczny wynikają hipotezy badawcze. I tu znów wchodzimy w obszar pożytecznej fikcji. Hipoteza to nic innego jak przypuszczalna odpowiedź na pytanie badawcze, sformułowana przed rozpoczęciem badań. W teorii hipoteza może się potwierdzić albo nie. W praktyce student zazwyczaj formułuje hipotezy tak, by dało się je potwierdzić bez nadmiernego ryzyka. Hipoteza, która miałaby się okazać fałszywa, jest kłopotliwa: wymaga odwagi, dodatkowych wyjaśnień i często tłumaczenia się przed promotorem.
Hipotezy powinny być jasne, precyzyjne i – co szczególnie istotne – sprawdzalne. Nie mogą być ogólnikowymi stwierdzeniami w rodzaju „badane zjawisko ma duże znaczenie” albo „czynnik X wpływa na czynnik Y”. Tego typu zdania są bezpieczne, ale puste. Dobra hipoteza zakłada konkretny kierunek zależności, określone warunki i możliwą do uchwycenia relację między elementami rzeczywistości. Innymi słowy: hipoteza ma udawać, że coś ryzykujemy.
Na końcu tego metodologicznego łańcucha pojawiają się cele pracy – główny i szczegółowe. Cele są w gruncie rzeczy parafrazą problemu badawczego i hipotez, zapisaną w bardziej urzędowym języku. One również pełnią funkcję porządkującą i uspokajającą: pokazują, że autor wie, co robi, dokąd zmierza i dlaczego jego praca ma sens. Nawet jeśli sens ten jest w dużej mierze umowny.
Cała ta aparatura – problemy badawcze, hipotezy, cele – jest więc nie tyle gwarancją odkrycia, ile warunkiem uznania pracy za „naukową”. Bez niej tekst staje się esejem, rozważaniem albo luźnym zbiorem refleksji, a to w akademickim świecie wciąż uchodzi za grzech ciężki. Dlatego student, chcąc nie chcąc, musi wziąć udział w tym rytuale. Rytuale, który rzadko prowadzi do przełomów, ale niemal zawsze prowadzi do obrony pracy. A to, z punktu widzenia studenta, jest odkryciem całkiem wystarczającym.