Allegro – samozwańczy obrońca moralności

Napisał do mnie gość pytając się czy mam może jeszcze do sprzedania rzecz ze starej aukcji. Nie miałem, ale odpisałem mu grzecznie, że nie mam i napisałem dlaczego nie mam. Użyłem języka potocznego, trochę emocjonalnego – takiego jak lubię. No i fajnie.

Po kilku minutach dostałem jednak wiadomość od Allegro, że to, co napisałem nie może być przekazane do adresata.

Jprdl, przecież nie obrażałem shefly, posłużyłem się po prostu zwykłym językiem. No weźcie, mogę sobie przecież napisać np. o jebanej złodziejce i nic Allegro do tego. To mama mogła mi zwracać uwagę na słownictwo, a nie jakiś prywatny serwis. I jeszcze skanują moje maile. Obrońcy moralności w odbyt posuwani.